Witajcie ! Postanowiłam reaktywować bloga, i wracam z dużą ilością weny! Zapraszam do czytania, do komentowania moich wypocin pod nimi samymi, bądź na asku. Buźka :*
*****
- strasznie się zmienił - pomyślała Alectra - ostatni raz widziałam go ze 4 lata temu.
- miło mi Cię poznać po raz drugi - odpowiedziała dziewczyna pokazując 2 rzędy swoich śnieżnobiałych zębów. Malfoy tylko się uśmiechnął.
- bardzo mi przykro, ale musimy iść, mamy umówione spotkanie - rzekła Narcyza, uśmiechając się.
- do widzenia pani Narcyzo - powiedziała Alectra i uśmiechnęła się w kierunku kobiety.
- do zobaczenia w Hogwarcie - powiedziała do Dracona i pobiegła w kierunku sklepu pani Burgas, gdzie na progu stała jej babcia, czekając na nią.
- mam nadzieję - pomyślał Draco i pobiegł za swoją mama w kierunku ulicy Śmiertelnego Nokturnu.
*****
- zauroczyła Cię ta dziewczyna, prawda? - Narcyza uśmiechnęła się pod nosem widząc, że jej syn, idzie zamyślony. Draco w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, ponieważ miał co innego w głowie.
4 lata temu, kiedy śmierciożercy planowali atak na jakiegoś ministra we Włoszech, chłopak pojechał tam wraz ze swoimi rodzicami. Wtedy zapoznał się z Alectrą. Była niska i dość gruba, miała trądzik młodzieżowy a jej styl ubierania był dość, awangardowy. A teraz, gdy zobaczył ją na Pokątnej, niczym nie przypominała dawnej Alectry. Schudła, przez co wydawała się wyższa, po jej trądziku nie było ani śladu, zaczęła się modniej ubierać i ciągle się uśmiechała. Mimo tego, Draco zauważył, że coś stało się w jej życiu,i obiecał sobie, że dowie się w szkole o co chodzi.
*****
-kochanie, nie zjesz tej zupy widelcem, uwierz mi. - babcia Alectry zaśmiała się serdecznie, widząc jak jej wnuczka, próbuje jeść obiad.
- oh, przepraszam babciu, zamyśliłam się - dziewczyna wzięła do ręki łyżkę i zaczęła jeść.
- hm, ciekawi mnie o kim. Czyżby o młodym Malfoy'u? Zmienił się po upadku Voldemorta i aresztowaniu jego ojca. - powiedziała babcia, przez którą nigdy nie było tajemnic.
- mhm, tak, chyba tak. zmienił się - odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się i kończąc jeść obiad, rozmyślając o chłopaku.
Kiedy przyjechał razem z oddziałem Voldemorta do Włoch, miał tlenione i ulizane włosy no i zachowywał się, co strasznie denerwowało Alectrę, na każdym kroku, jakby był najważniejszy na świecie. A teraz? Przystojny, włosy mu pociemniały i były ułożone w artystycznym nieładzie, co dodawało mu słodkiego wyglądu, umięśniony... ideał. - Alectra zaśmiała się w duchu ze swoich przemyśleń i wstała od stołu.
- babciu, czy Irmina nadal tutaj mieszka? Chętnie bym się z nią zobaczyła, powiedziała,że zostaje tutaj na stałe. - zapytała dziewczyna.
- tak tak, idź, dobrze Ci to zrobi - odpowiedziała babcia, zmierzając dziewczynę wzrokiem.
Irmina była charłakiem, a jej rodzice i młodszy brat Mark - czarodziejami. Irmina chodziła do mugolskiego liceum, który miała kończyć po wakacjach. Dziewczyny zawsze razem spędzały czas, chociaż Irmina zawsze po cichu zazdrościła koleżance i rodzinie ich magiczności. Jej dom był oddalony o zaledwie 5 minut drogi od domu babci Alectry. Gdy dziewczyna przebierała się w swoim pokoju, zauważyła ze nie pali się u nich światło, okna i drzwi są pozamykane i nikogo nie ma na podwórku, mimo, że była już 18, a zawsze w wakacje spędzali popołudnia razem w ogrodzie. Na wszelki wypadek wsadziła różdżkę do kieszeni i pobiegła do domu koleżanki. Gdy dobiegła na miejsce, spostrzegła lekko uchylone drzwi wejściowe, porozwalane zabawki Marka oraz porozrzucane zakupy spożywcze. Weszła po cichu do środka i zapaliła światło. Przeszła do kuchni, i zobaczyła matkę Irminy, Aleksandrę, która leżała z szeroko otwartymi oczami, bez ruchu na ziemi. Dziewczynie zakręciły się łzy w oczach i wyjęła różdżkę, bo wiedziała,że to sprawa czarodzieja. Usłyszała krzyk Irminy na górze i biegiem rzuciła się na schody. Po drodze zobaczyła, tak samo leżącego jak jego żona, ojca dziewczyny, Adama. Gdy wbiegła na piętro, przy drzwiach pokoju stała zakapturzona postać. Dziewczyna uniosła różdżkę do góry, gotowa do obrony, bądź ataku. Owa postać spostrzegła,że ktoś stoi przy schodach.
- Alectra? kochanie, a co ty tutaj robisz? - owa postać zaczęła zbliżać się do dziewczyny.
- ani kroku dalej Bellatrix - powiedziała Alectra - po co do nich przyszłaś? Po co ich zabiłaś? Voldemorta już nie ma! Dlaczego zabiłaś moich przyjaciół? - Alectra starała się zachować łzy tylko dla siebie.
- bo oni pomogli zabić naszego Pana? Donosili o wszystkich akcjach dla Zakonu! Dobrze o tym wiesz, kochana! A Ty, zamiast pomścić śmierć swojego wuja, to stoisz i celujesz we mnie różdżką? Jesteś żałosna - Bellatrix roześmiała się, nie czując zagrożenia ze strony siostrzenicy swojego partnera.
- Crucio. - powiedziała dziewczyna celując w swoją, niedoszłą ciotkę i dom wypełnił się krzykami i jękami Bellatrix. Po kilku minutach, Bellatrix opadła bezwładnie na podłogę, gdzie od razu została skrępowana linami, a Alectra wysłała partonusa do Ministra Magii, aby przysłał aurorów.
- sama mnie uczyłaś, aby nie lekceważyć żadnego przeciwnika, a teraz sama popełniłaś taki błąd, CIOCIU. - uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna, i gdy zobaczyła aurorów, wskazała nogą na ledwo żywą Bellatrix, a sama poszła do pokoju Irminy.
Zobaczyła leżącą bez życia przyjaciółkę i opadła z płaczem na ziemię. Zaczęła płakać. Po chwili, poczuła,że ktoś ją przytula. Wiedziała tylko, że to dziewczyna, ponieważ opadły na nią kasztanowe loki.
- Cii, nie płacz... chodź, pójdziemy na dół.
Alectra poddała się i wyszła z pokoju. Zobaczyła aurorów i jednego z nich rozpoznała. Okrągłe okulary, blizna na czole. To był Harry Potter. Spostrzegła również, obok niego, rudego chłopaka, który wpatrywał się w nią maślanymi oczami. To zapewne był Weasley.
- Dziękuje Hermiono. - powiedziała Alectra, nie podnosząc głowy.
Zeszły do kuchni, gdzie aurorzy zabrali już ciało Aleksandry i Hermiona zrobiła herbatę.
Nagle Alectra zerwała się na równe nogi.
- Hermiono, musimy znaleźć Marka, brata Irminy!
Powiedziawszy to, wybiegła razem z Hermioną z kuchni, w poszukiwaniu chłopaka.
środa, 30 lipca 2014
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział 1
Witajcie ! wiem, jestem okropna. Miałam dodać rozdział już tydzień temu... Niestety, szkoła mnie wzywała. Ale w nagrodę postaram się jutro dodać kolejny, aby się jakoś zrehabilitować ! Dziękuję za te 2 cudowne komentarze, za wyświetlenia, które pokazują mi, że jednak ktoś jest, kto czyta moje wypociny. Szczególnie dziękuję stronom : To-jest-leviosa-a-nie-leviosaa/ , Severus.Tobiasz.Snape , JesteCzarodzieje , i innym, którzy w jakiś sposób udostępnili adres mojego bloga, ale nie poinformowali mnie o tym. Zapraszam o czytania. Za błędy przepraszam, nie krytykujcie zbyt mocno.
*************
- babciu, ja przepraszam, że nie pisałam,że Cię nie odwiedzałam. Ona jest potworem - dziewczyna zalewała się łzami.
- już dobrze, nie płacz kochanie - Anastazja pocieszała ją. - Chodź do środka, napijesz się herbaty, rozpakujesz się. Twój pokój już na Ciebie czeka
Alectra uśmiechnęła się i weszła do salonu. Dom nie był za duży, ani za mały. Był przytulny. Nie, to co ich dwór we Włoszech. Voldemort zapewnił im bogactwo do końca życia, ale dziewczyna z tego nie korzystała. Usiadła na kanapie i czekała na babcie. Cieszyła się, że kobieta jej nie odrzuciła po tym wszystkim.
- kochanie, nie bedę pytać. poczekam,aż sama będziesz chciała mi o tym opowiedzieć. niedługo idziemy spać, ponieważ jutro idziemy na Pokątną ! trzeba Cię wyposażyć - babcia dziewczyny uśmiechnęła się
- dziękuję babciu za wszystko. chodźmy na górę - Alectra wstała i pognała na górę do swojego pokoju. Był przytulny, w kolorze maliny połączonej z bielą, było wielkie łoże z pościelą w kolorze czerwieni, na przeciwko łóżka stała wielka, drewniana komoda połączona z szafą. Na przeciwko drzwi było okno z balkonem, na którym stał fotel. Alectra wyjrzała przez okno. To nie był ten sam widok, który widziała codziennie w swoim pokoju we Włoszech. Dziewczyna westchnęła i odwróciła się aby zacząć się rozpakowywać.
- dobranoc moje dziecko. do zobaczenia jutro. - babcia dziewczyny ucałowala ją w czoło i wyszła zamykając cicho drzwi. Alectra zaczęła się wypakowywać. Ubrania szybko zawisły w szafie, zdjęcia były porozstawiane praktycznie wszędzie. Po dwóch godzinach, zmęczona dziewczyna wzięła swoją piżamę i poszła do łazienki. Po relaksacyjnej kąpieli postanowiła wysłać sowe dla ojca, żeby się nie martwił. Alectra wróciła do pokoju, napisała kilka słow i przywołała sowę babci, Patrasa.
- do mojego ojca, do Włoch.
Przez dłuższą chwilę Alectra patrzyła na oddalającą się sylwetkę sowy a następnie położyła się do łóżka. To będzie inne życie. Lepsze.
**********
Tego dnia Alectra wcześnie się obudziła. Szybko wykonała poranną toaletę, wskoczyła w ubrania i pobiegła na dół. Gdy weszła do kuchnii poczuła zapach naleśników.
- cześć babciu, jak pięknie pachnie !
- dzień dobry, moje słońce, dobrze sie spało? od razu po śniadaniu ruszamy ! - babcia Alectry podstawiła pod nos dziewczyny talerz z naleśnikami. Po skończonym posiłku obie panie teleportowały się do Dziurawego Kotła a następnie poszły na Pokątną. Chodziły chyba ze 3 godziny i wykupiły pół pokątnej.
- kochanie, wskocze tylko do sklepu pani Burgas, dawno u niej nie byłam, a i kupie kilka ziółek.
- dobrze babciu. - odpowiedziała dziewczyna i zaczęła się rozglądać po Pokątnej. W kawiarence zobaczyła grupke przyjaciół,którzy siedzieli i śmieli się do łez.
Potter i jego przyjaciele.
- ehh, też chciałabym mieć tylu przyjaciół. - powiedziała po cichu dziewczyna.
Nagle zobaczyła jak ktoś szarpie młodą kobietę. Szybko do niej podbiegła z różdżką w pogotowiu, ale napastnik szybko uciekł widząc Alectrę.
- nic się pani nie stało? coś panią boli? - dziewczyna wyciągnęła rękę do kobiety i pomogła jej wstać.
- nie, dziękuję bardzo za pomoc. - kobieta uśmiechnęła się i zaczeła otrzepywać swoją suknie.
- mamo, nigdy nie można zostawić Cię samej, zawsze wpakujesz się w jakieś kłopoty ! - Alectra odwróciła się i ujrzała wysokiego blondyna, który zdawał się do niej uśmiechać.
- dziękuję za pomoc mojej mamie - uśmiechnął się nonszalancko chłopak.
- nie ma problemu, jestem Alectra Toothey - wyciągnęła rękę do chłopaka
- Toothey? Siostrzenica Voldemorta? - chłopak zrobił zdziwione oczy ale za chwile uśmiechnął się i uścinął jej rękę - a ja nazywam się Draco Malfoy...
*************
- babciu, ja przepraszam, że nie pisałam,że Cię nie odwiedzałam. Ona jest potworem - dziewczyna zalewała się łzami.
- już dobrze, nie płacz kochanie - Anastazja pocieszała ją. - Chodź do środka, napijesz się herbaty, rozpakujesz się. Twój pokój już na Ciebie czeka
Alectra uśmiechnęła się i weszła do salonu. Dom nie był za duży, ani za mały. Był przytulny. Nie, to co ich dwór we Włoszech. Voldemort zapewnił im bogactwo do końca życia, ale dziewczyna z tego nie korzystała. Usiadła na kanapie i czekała na babcie. Cieszyła się, że kobieta jej nie odrzuciła po tym wszystkim.
- kochanie, nie bedę pytać. poczekam,aż sama będziesz chciała mi o tym opowiedzieć. niedługo idziemy spać, ponieważ jutro idziemy na Pokątną ! trzeba Cię wyposażyć - babcia dziewczyny uśmiechnęła się
- dziękuję babciu za wszystko. chodźmy na górę - Alectra wstała i pognała na górę do swojego pokoju. Był przytulny, w kolorze maliny połączonej z bielą, było wielkie łoże z pościelą w kolorze czerwieni, na przeciwko łóżka stała wielka, drewniana komoda połączona z szafą. Na przeciwko drzwi było okno z balkonem, na którym stał fotel. Alectra wyjrzała przez okno. To nie był ten sam widok, który widziała codziennie w swoim pokoju we Włoszech. Dziewczyna westchnęła i odwróciła się aby zacząć się rozpakowywać.
- dobranoc moje dziecko. do zobaczenia jutro. - babcia dziewczyny ucałowala ją w czoło i wyszła zamykając cicho drzwi. Alectra zaczęła się wypakowywać. Ubrania szybko zawisły w szafie, zdjęcia były porozstawiane praktycznie wszędzie. Po dwóch godzinach, zmęczona dziewczyna wzięła swoją piżamę i poszła do łazienki. Po relaksacyjnej kąpieli postanowiła wysłać sowe dla ojca, żeby się nie martwił. Alectra wróciła do pokoju, napisała kilka słow i przywołała sowę babci, Patrasa.
- do mojego ojca, do Włoch.
Przez dłuższą chwilę Alectra patrzyła na oddalającą się sylwetkę sowy a następnie położyła się do łóżka. To będzie inne życie. Lepsze.
**********
Tego dnia Alectra wcześnie się obudziła. Szybko wykonała poranną toaletę, wskoczyła w ubrania i pobiegła na dół. Gdy weszła do kuchnii poczuła zapach naleśników.
- cześć babciu, jak pięknie pachnie !
- dzień dobry, moje słońce, dobrze sie spało? od razu po śniadaniu ruszamy ! - babcia Alectry podstawiła pod nos dziewczyny talerz z naleśnikami. Po skończonym posiłku obie panie teleportowały się do Dziurawego Kotła a następnie poszły na Pokątną. Chodziły chyba ze 3 godziny i wykupiły pół pokątnej.
- kochanie, wskocze tylko do sklepu pani Burgas, dawno u niej nie byłam, a i kupie kilka ziółek.
- dobrze babciu. - odpowiedziała dziewczyna i zaczęła się rozglądać po Pokątnej. W kawiarence zobaczyła grupke przyjaciół,którzy siedzieli i śmieli się do łez.
Potter i jego przyjaciele.
- ehh, też chciałabym mieć tylu przyjaciół. - powiedziała po cichu dziewczyna.
Nagle zobaczyła jak ktoś szarpie młodą kobietę. Szybko do niej podbiegła z różdżką w pogotowiu, ale napastnik szybko uciekł widząc Alectrę.
- nic się pani nie stało? coś panią boli? - dziewczyna wyciągnęła rękę do kobiety i pomogła jej wstać.
- nie, dziękuję bardzo za pomoc. - kobieta uśmiechnęła się i zaczeła otrzepywać swoją suknie.
- mamo, nigdy nie można zostawić Cię samej, zawsze wpakujesz się w jakieś kłopoty ! - Alectra odwróciła się i ujrzała wysokiego blondyna, który zdawał się do niej uśmiechać.
- dziękuję za pomoc mojej mamie - uśmiechnął się nonszalancko chłopak.
- nie ma problemu, jestem Alectra Toothey - wyciągnęła rękę do chłopaka
- Toothey? Siostrzenica Voldemorta? - chłopak zrobił zdziwione oczy ale za chwile uśmiechnął się i uścinął jej rękę - a ja nazywam się Draco Malfoy...
niedziela, 9 lutego 2014
Prolog
Witam wszystkich :) na tym blogu będę podpisywać się jako Alectra. Postanowiłam pisać bloga o Hogwarcie, z dodaną jedną moją postacią. To nie jest mój pierwszy blog, ale bardzo zainspirował mnie blog Sheireen, i ona sama. Dziękuję Ci. A tymczasem zapraszam do czytania i komentowania. Notki będą się pojawiać co tydzień, ale myślę że uporam się z nimi co 3-4 dni :)
Stronę Bohaterowie postaram się niedługo utworzyć, aby każdy wiedział, co i jak i dlaczego. Zapraszam do czytania.
**************************************************
**************************************************
Obudziła się. Znów słyszała krzyki, pewnie rodzice się kłócą. Usiadła na łóżku, spojrzała na swoją szafke nocną, gdzie jeszcze wczoraj leżał list z Hogwartu. Własnie... Gdzie on jest?
- niech to szlag - zaklnęła Alectra cicho pod nosem i szybko ubrała się i zeszła na dół do rodziców. Była przygotowana na tą rozmowę, że chce sie przenieść ze swojej szkoły Alterità(~z wł. odmienność dop.autorki) do Hogwartu. Było po wojnie, jej wuj Voldemort został zgładzony, jej matka nie mogła pogodzić się z myślą,że jej cudowny brat nie żyje. Alectra złapała się za lewe przedramię. Mrocznego znaku nie było, ale były wspomnienia i rany na sercu.
- Che cosa vuol dire?* (co to ma znaczyc? dop aut.)- zapytała groźnie matka rzucając w nią listem
- Mi sto muovendo. Comincio insegnare a Hogwart. (przeprowadzam się. zaczynam naukę w Hogwarcie)
- Che cosa vuol dire?* (co to ma znaczyc? dop aut.)- zapytała groźnie matka rzucając w nią listem
- Mi sto muovendo. Comincio insegnare a Hogwart. (przeprowadzam się. zaczynam naukę w Hogwarcie)
- Ty niewdzięczna gówniaro ! Po tym wszystkim co zrobiłam dla Ciebie z Tomem, wyprowadzasz się?! - jej matka, Diana, wyjęła różdżkę
- słucham? Ty i Tom? Nie rozśmieszaj mnie. Nie był moim ojcem, nic dla mnie nie zrobił, oprócz zabicia moich przyjaciół. - Alectra spojrzała na ojca, który stał z różdżką w pogotowiu, gdyby Diana oszalała do reszty
- Ty.... CRUCIO ! - Diana wycelowała w swoją córkę, ale Alectra była szybsza i odbiła zaklęcie. Dianę wyrzuciło do przodu a Alectra, chcąc chwile porozmawiać ze swoim ojcem, Georgiem ugodziła matkę Drętwotą.
- tato, chce się tam uczyć. proszę, wyjedź ze mną do babci, do Londynu. Ona jest obłąkana, nie możemy z nią zostać. - Alectra ze łzami w oczach przytuliła się do taty.
- teleportuj się sama. ja przyjadę do Ciebie, kiedy uda mi się zamknąć Dianę w Św. Mungu. Nie mów nikomu gdzie jedziesz, lepiej żeby Diana nie wiedziała. Kocham Cię córciu, pamiętaj. - Georg pocałował córkę w czoło i dał jej list z Hogwartu.
- o galeony się nie martw, babcia Ci da wszystko co będzie potrzebne.
Alectra spojrzała na matkę, która powoli wygrzebywała się z regałów.
- nienawidzę Cię - dziewczyna syknęła na odchodne, po czym wyszła na ulice Florencji. Kochała Włochy. Tutaj się urodziła, wychowała. Przeszła przez ulice i poszła w jakiś ciemny zaułek, aby móc się teleportować do Londynu.
- Alectra, zaczekaj ! - usłyszała głos swojego ojca, który biegł w jej stronę. Odwróciła się.
- proszę, Twoje rzeczy. wsadziłem tutaj wszystkie Twoje ubrania, buty, kosmetyki, zdjęcia i wszystko co miałaś w pokoju z szafek. Jeśli czegoś zapomniałem, napisz mi. Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. - mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
- kocham Cię tato - Alectra odwzajemniła uśmiech i wzięła torebkę, po czym teleportowała się na przedmieścia Londynu, prosto pod dom jej babci, Anastazji Toothey.
- tak długo się do niej nie odzywałam... - powiedziała szeptem dziewczyna i poczuła,że spływa jej łza po policzku. Podniosła rękę i zapukała nieśmiało. Po chwili usłyszała szczęk zamka i jej oczom ukazała się jej babcia
- Alectra?! Kochanie!
Alectra bez słów rzuciła się w ramiona babci z płaczem.
Alectra bez słów rzuciła się w ramiona babci z płaczem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)