środa, 30 lipca 2014

Rozdział II

 Witajcie ! Postanowiłam reaktywować bloga, i wracam z dużą ilością weny! Zapraszam do czytania, do komentowania moich wypocin pod nimi samymi, bądź na asku. Buźka :*

*****
- strasznie się zmienił - pomyślała Alectra - ostatni raz widziałam go ze 4 lata temu.
- miło mi Cię poznać po raz drugi - odpowiedziała dziewczyna pokazując 2 rzędy swoich śnieżnobiałych zębów. Malfoy tylko się uśmiechnął.
- bardzo mi przykro, ale musimy iść, mamy umówione spotkanie - rzekła Narcyza, uśmiechając się.
- do widzenia pani Narcyzo - powiedziała Alectra i uśmiechnęła się w kierunku kobiety.
- do zobaczenia w Hogwarcie - powiedziała do Dracona i pobiegła w kierunku sklepu pani Burgas,  gdzie na progu stała jej babcia, czekając na nią.
- mam nadzieję - pomyślał Draco i pobiegł za swoją mama w kierunku ulicy Śmiertelnego Nokturnu.
*****
- zauroczyła Cię ta dziewczyna, prawda? - Narcyza uśmiechnęła się pod nosem widząc, że jej syn, idzie zamyślony. Draco w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, ponieważ miał co innego w głowie.
4 lata temu, kiedy śmierciożercy planowali atak na jakiegoś ministra we Włoszech, chłopak pojechał tam wraz ze swoimi rodzicami. Wtedy zapoznał się z Alectrą. Była niska i dość gruba, miała trądzik młodzieżowy a jej styl ubierania był dość, awangardowy. A teraz, gdy zobaczył ją na Pokątnej, niczym nie przypominała dawnej Alectry. Schudła, przez  co wydawała się wyższa, po jej trądziku nie było ani śladu, zaczęła się modniej ubierać i ciągle się uśmiechała. Mimo tego, Draco zauważył, że coś stało się w jej życiu,i obiecał sobie, że dowie się w szkole o co chodzi.
*****
-kochanie, nie zjesz tej zupy widelcem, uwierz mi. - babcia Alectry zaśmiała się serdecznie, widząc jak jej wnuczka, próbuje jeść obiad.
- oh, przepraszam babciu, zamyśliłam się - dziewczyna wzięła do ręki łyżkę i zaczęła jeść.
- hm, ciekawi mnie o kim. Czyżby o młodym Malfoy'u? Zmienił się po upadku Voldemorta i  aresztowaniu jego ojca. - powiedziała babcia, przez którą nigdy nie było tajemnic.
- mhm, tak, chyba tak. zmienił się - odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się i kończąc jeść obiad, rozmyślając o chłopaku.
Kiedy przyjechał razem z oddziałem Voldemorta do Włoch, miał tlenione i ulizane włosy no i zachowywał się, co strasznie denerwowało Alectrę, na każdym kroku, jakby był najważniejszy na świecie. A teraz? Przystojny, włosy mu pociemniały i były ułożone w artystycznym nieładzie, co dodawało mu słodkiego wyglądu, umięśniony... ideał. - Alectra zaśmiała się w duchu ze swoich przemyśleń i wstała od stołu.
- babciu, czy Irmina nadal tutaj mieszka? Chętnie bym się z nią zobaczyła, powiedziała,że zostaje tutaj na stałe. - zapytała dziewczyna.
- tak tak, idź, dobrze Ci to zrobi - odpowiedziała babcia, zmierzając dziewczynę wzrokiem.
Irmina była charłakiem, a jej rodzice i młodszy brat Mark - czarodziejami. Irmina chodziła do mugolskiego liceum, który miała kończyć po wakacjach. Dziewczyny zawsze razem spędzały czas, chociaż Irmina zawsze po cichu zazdrościła koleżance i rodzinie ich magiczności. Jej dom był oddalony o zaledwie 5 minut drogi od domu babci Alectry. Gdy dziewczyna przebierała się w swoim pokoju, zauważyła ze nie pali się u nich światło, okna i drzwi są pozamykane i nikogo nie ma na podwórku, mimo, że była już 18, a zawsze w wakacje spędzali popołudnia razem w ogrodzie. Na wszelki wypadek wsadziła różdżkę do kieszeni i pobiegła do domu koleżanki. Gdy dobiegła na miejsce, spostrzegła lekko uchylone drzwi wejściowe, porozwalane zabawki Marka oraz porozrzucane zakupy spożywcze. Weszła po cichu do środka i zapaliła światło. Przeszła do kuchni, i zobaczyła matkę Irminy, Aleksandrę, która leżała z szeroko otwartymi oczami, bez ruchu na ziemi. Dziewczynie zakręciły się łzy w oczach i wyjęła różdżkę, bo wiedziała,że to sprawa czarodzieja. Usłyszała krzyk Irminy na górze i biegiem rzuciła się na schody. Po drodze zobaczyła, tak samo leżącego jak jego żona, ojca dziewczyny, Adama. Gdy wbiegła na piętro, przy drzwiach pokoju stała zakapturzona postać. Dziewczyna uniosła różdżkę do góry, gotowa do obrony, bądź ataku. Owa postać spostrzegła,że ktoś stoi przy schodach.
- Alectra? kochanie, a co ty tutaj robisz? - owa postać zaczęła zbliżać się do dziewczyny.
- ani kroku dalej Bellatrix - powiedziała Alectra - po co do nich przyszłaś? Po co ich zabiłaś? Voldemorta już nie ma! Dlaczego zabiłaś moich przyjaciół? - Alectra starała się zachować łzy tylko dla siebie.
- bo oni pomogli zabić naszego Pana? Donosili o wszystkich akcjach dla Zakonu! Dobrze o tym wiesz, kochana! A Ty, zamiast pomścić śmierć swojego wuja, to stoisz i celujesz we mnie różdżką? Jesteś żałosna - Bellatrix roześmiała się, nie czując zagrożenia ze strony siostrzenicy swojego partnera.
- Crucio. - powiedziała dziewczyna celując w swoją, niedoszłą ciotkę i dom wypełnił się krzykami i jękami Bellatrix. Po kilku minutach, Bellatrix opadła bezwładnie na podłogę, gdzie od razu została skrępowana linami, a Alectra wysłała partonusa do Ministra Magii, aby przysłał aurorów.
- sama mnie uczyłaś, aby nie lekceważyć żadnego przeciwnika, a teraz sama popełniłaś taki błąd, CIOCIU. - uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna, i gdy zobaczyła aurorów, wskazała nogą na ledwo żywą Bellatrix, a sama poszła do pokoju Irminy.
Zobaczyła leżącą bez życia przyjaciółkę i opadła z płaczem na ziemię. Zaczęła płakać. Po chwili, poczuła,że ktoś ją przytula. Wiedziała tylko, że to dziewczyna, ponieważ opadły na nią kasztanowe loki.
- Cii, nie płacz... chodź, pójdziemy na dół.
Alectra poddała się i wyszła z pokoju. Zobaczyła aurorów i jednego z nich rozpoznała. Okrągłe okulary, blizna na czole. To był Harry Potter. Spostrzegła również, obok niego, rudego chłopaka, który wpatrywał się w nią maślanymi oczami. To zapewne był Weasley.
- Dziękuje Hermiono. - powiedziała Alectra, nie podnosząc głowy.
Zeszły do kuchni, gdzie aurorzy zabrali już ciało Aleksandry i Hermiona zrobiła herbatę.
Nagle Alectra zerwała się na równe nogi.
- Hermiono, musimy znaleźć Marka, brata Irminy!
Powiedziawszy to, wybiegła razem z Hermioną z kuchni, w poszukiwaniu chłopaka.